Co się stało
W tym tygodniu badacz bezpieczeństwa pokazał prostą sztuczkę na telefonach z Androidem. Gdy zablokowany telefon odbiera połączenie wideo WhatsApp, można odebrać je prosto z ekranu blokady. Z wnętrza tego połączenia funkcję efektów zdjęć i tła w WhatsAppie można pokierować tak, by otworzyła galerię zdjęć telefonu — a stamtąd widać całą galerię. W żadnym momencie telefon nie prosi o PIN, wzór ani odcisk palca, które zwykle go chronią.
Ważne dla zwykłych ludzi jest to, czego to nie wymaga: żadnego hasła, żadnego specjalnego sprzętu i żadnych umiejętności hakerskich. Wymaga jednak, by ktoś fizycznie trzymał twój telefon. To problem typu „ktoś wziął twój telefon”, a nie „ktoś po drugiej stronie świata”.
Jak bardzo powinieneś się martwić?
Zachowaj proporcje. Ponieważ napastnik potrzebuje twojego prawdziwego telefonu w rękach, to nie jest rodzaj luki, który pozwala nieznajomym w sieci przeglądać twoje zdjęcia. Prawdziwe ryzyko jest bliżej: zgubiony lub skradziony telefon albo chwila, gdy urządzenie trzyma ktoś, komu wolałbyś nie ufać.
Meta i Google zostały poinformowane o problemie, co jest normalną drogą do jego naprawienia. Ale w chwili pisania nie wydano żadnej aktualizacji, która go zamyka, więc warto samemu wykonać poniższy jednominutowy krok, zamiast czekać.
Dwuminutowa naprawa
Nie musisz nic odinstalowywać. Najczystsza naprawa to przestać dawać WhatsAppowi dostęp do całej twojej biblioteki zdjęć, tak by nawet po wywołaniu błędu było niewiele do pokazania.
Na Androidzie: otwórz Ustawienia → Aplikacje → WhatsApp → Uprawnienia → Zdjęcia i filmy i zmień z „Zezwól na wszystko” na „Zezwól na ograniczony dostęp” (niektóre telefony nazywają to „Wybrane zdjęcia”) albo „Pytaj za każdym razem”. Nadal możesz wybierać i wysyłać pojedyncze zdjęcia w WhatsAppie — po prostu zapyta cię za każdym razem, zamiast trzymać klucze do wszystkiego.
Przy okazji dobrym nawykiem jest przewinięcie pozostałych aplikacji i zadanie sobie prostego pytania: czy ta aplikacja naprawdę potrzebuje całej mojej galerii zdjęć? Dla większości aplikacji odpowiedź brzmi nie. Ograniczenie dostępu do zdjęć to jedno z najcenniejszych ustawień prywatności w telefonie, a ten błąd to dobre przypomnienie, by z niego skorzystać.
Szersza lekcja: zablokowane to nie to samo co zapieczętowane
Kusi, by myśleć o ekranie blokady jak o murze wokół wszystkiego w telefonie. Naprawdę jest raczej jak drzwi wejściowe: powstrzymuje kogoś przed swobodnym wejściem, ale nigdy nie miał być jedyną rzeczą między nieznajomym a twoimi najbardziej prywatnymi plikami. Aplikacje, którym przyznałeś szeroki dostęp, mogą przez taki błąd stać się bocznym oknem.
Dlatego najbezpieczniejsze miejsce dla garstki zdjęć, filmów i dokumentów, których nigdy nie chciałbyś pokazać nieznajomemu, to wcale nie zwykła galeria zdjęć. To osobna, zaszyfrowana przestrzeń — chroniona własnym sekretem, do której inne aplikacje po prostu nie mogą dotrzeć, nawet gdy się źle zachowują. Błąd w jednej aplikacji nie powinien móc ujawnić rzeczy, które liczą się najbardziej.
Gdzie pasuje Sealby
Sealby nie naprawia WhatsAppa i nie powstrzyma kogoś przed sięgnięciem po twój telefon. Robi to, że daje twoim najbardziej wrażliwym zdjęciom, filmom, notatkom i plikom własny dom: zaszyfrowane na twoim urządzeniu, otwierane tylko twoim własnym PIN-em lub hasłem i trzymane z dala od wspólnej galerii zdjęć, którą widzą zwykłe aplikacje. Więc gdy pojawi się kolejna historia w stylu „zablokowany telefon nie był taki zablokowany” — a zawsze jakaś się pojawi — rzeczy, na których zależy ci najbardziej, nie będą leżeć tam, gdzie może sięgnąć pomyłka jednej aplikacji.